Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 30, 2006
30 Października Anno Domini 2006, poniedziałek. Godzina 8:30.
Kolejny mroźny początek tygodnia, po „prawie”* nieprzespanej nocy, czyli zwyczajny, przepełniony „goryczą jestestwa” poniedziałkowy poranek. Radia włączać mi się nie chce, bo zapewne usłyszę o kolejnej „podatkowo-korupcyjno-spiskowej” aferze, która to na scenie politycznej naszego kraju wydaje się być już stałym punktem w repertuarze „śmiesznych skrajności” polskiej polityki. Teraz już czekam tylko niecierpliwie na powołanie Komisji śledczej ds. Komisji śledczej (tego chyba jeszcze nie było).
Telewizji również nie włączam, bo niestety na moim stanowisku pracy, zabrakło jednego z tych „podstawowych” środków masowego przekazu. Z tego powodu jednak raczej nie ubolewam, a wręcz krzyknąłbym sobie „Allah akbar!”, niestety nie jestem wyznawcą tej jakże przepełnionej humanizmem religii, więc chyba nie wypada.
„Eternal sunshine of the spotless mind”, powiedział ponoć kiedyś Papież Aleksander**, i miał w tym sporo racji. W wolnym tłumaczeniu znaczy to mniej więcej tyle, że najlepiej mieć wszystko głęboko w dupie! Jakież to cudownie praktyczne, nieprawdaż? Oczywiście Papież Aleksander ma z tym tyle wspólnego co Veterans Day z bitwą pod Waterloo, ale niektórym najwyraźniej to nie przeszkadza. W końcu błądzić to rzecz ludzka!
________________
*„prawie robi wielką różnice”
** „Eternal…” to fragment poematu “Eloisa to Abelard” którego autorem jest Alexander Pope. W filmie o tym samym tytule („Eternal sunshine…”), jedna z głównych bohaterek cytuje i zachwyca się poniższym fragmentem przypisując go właśnie Papieżowi Aleksandrowi. Pomyłka jest o tyle zabawna, że wynika z braku jakiejkolwiek wiedzy ogólnej o angielskiej poezji i faktu, że często w opracowaniach najpierw zapisuje się nazwiska autorów, później imiona. Pope, znaczy po angielsku „Papież”.
…
How happy is the blameless Vestal lot!
The world forgetting, by the world forgot;
Eternal sunshine of the spotless mind!
Each pray’r accepted, and each wish resign’d.
…
Jakież to szczęście wieść niewinny żywot.
Być umarłym dla świata i tym się nie martwić.
O! Wieczna jasności wolnego umysłu!
Modlitw jesteś godna, choć prośbami gardzisz.
… TUTAJ – pełna angielska wersja. Wersję po polsku jak tylko znajdę również zamieszczę.
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 27, 2006
Piątek! Czyli kolejna odsłona „setu tygodnia” przed nami. Tak jak poprzednio, oszczędzę sobie (i wam ) zbędnych szczegółów. W tym tygodniu zagra dla was James Holden, i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Tak więc, zapraszam!
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 26, 2006
Już od dawna nie słuchałem takiej muzyki, ale gdy zobaczyłem ten teledysk “musiałem” go tu wrzucić. Nie, raczej nie wspominam “starych dobrych czasów”, po prostu spełniam swoje marzenia, bo pamiętam, że bardzo chciałem ten teledysk zobaczyć jeszcze raz – a nigdzie go znaleźć nie mogłem (to było kilka lat temu). A tu proszę! Więc krzyczmy razem: “WIĘCEJ DIABŁA!!!!! WIĘCEJ DIABŁA!!!!! WRAGGGHHH!!!!!”
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 23, 2006
Uwielbiam te rzadko zdarzające się chwile, gdy wszystko na raz zaczyna się psuć. Także pamiętajcie dzieci, że od czasu do czasu wypada zapisać pracę nad którą zeszło wam ponad 2 godziny bo nigdy nie wiadomo kiedy braknie prądu i będzie trzeba zaczynać wszystko od nowa (śmiech, taki gorzki). Wybaczcie więc prowizoryczność tego wpisu, ale nie chce mi się tego wszystkiego odtwarzać.
Dlatego w wielkim skrócie napiszę wam co było w pierwotnej wersji. Sprowadza się to do jednego zdania: „Demo Scena jest cool”. Jeśli was to interesuje możecie zajrzeć na strony www.scene.pl i www.scene.org. Przejdźmy więc do sedna sprawy. Poniżej przedstawiam wam dwie Scenowe produkcje, które może choć trochę przybliżą wam charakter tej pięknej (jakby na to nie patrzeć) sztuki.
Na pierwszy ogień demko chłopaków z The Black Lotus – „Ocean Machine” Zwycięzca jednego z największych konwentów Scenowych – Breakpoint z 2005r., w kategorii „Amiga Demo compo”. Czyli jak co bardziej błyskotliwi zauważyli produkcja została stworzona na starusieńkiej (jednak niezapomnianej) Amidze, komputerze (jeśli można go tak nazwać) o mocy obliczeniowej dzisiejszych telefonów komórkowych. Zaskakuje więc ilością szczegółów i niezwykłą jakością.
Druga produkcja, również z 2005r. dla porównania powstała na normalnym domowym „piecyku” (PC) i zwyciężyła na innym ważnym konwencie, mianowicie Assembly w kategorii „Demo”. Określana przez wielu jako jedna z najlepszych produkcji Scenowych, jakie ujrzały światło dzienne. Sami zobaczcie dlaczego.
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 20, 2006
Komentarz pozostawiam wam, moi drodzy! Od siebie dodam tylko, iż produkcja ta została nominowana do Oskara, i jak zapewne sami się przekonacie – słusznie.
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 18, 2006
Jak dużo czsu potrzeba na wycieczkę dookoła świata? Ponoć można się uwinąć nawet w 80 dni Ale to chyba jakieś przestarzałe standardy, nam nie zajmie to nawet 4-ech minut. Wszystko za sprawą jednego człowieka, który wpadł na ciekawy pomysł, znalazł dla niego sponsora, i po prostu go zrealizował. Nic dodać, nic ująć. Pozostaje tylko zapytać, „Where the hell is Matt?”
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 17, 2006
Zima depcze nam po piętach. Tylko patrzeć jak temperatura zacznie spadać poniżej zera. Niektórzy zapewne cieszą się z takiego stanu rzeczy, zastanawiam się co tacy ludzie sobie wyobrażają. Może pociągają ich mroźne poranki, surowość dnia i wieczory zalewające samotnością otaczający krajobraz? Cóż, łatwiej mi to sobie wyobrazić, bo choć zimna nie znoszę, to samotność jest zrozumiałą potrzebą normalnego człowieka, w tym również i moją (tak! sugeruje wam, że jestem normalny ). Oczywiście jak z każdą inną „używką” przedawkowanie jej nie jest wskazane. Dlatego Bóg wymyślił dla nas lato! Ale co z tymi, którzy żyją w miejscach gdzie lato w zasadzie nie różni się od zimy?
Odpowiedź znajdziemy właśnie u bohaterów dzisiejszego dnia, zespołu który reklamuje swoją twórczość jako wycieczkę poprzez mroźne krajobrazy Islandii. Sigur Ros, bo o nich właśnie mowa, to czterech zwykłych ludzi tworzących, dla odmiany, niezwykłą muzykę. Spokojna, chłodna, melancholijna, a jednocześnie pełna nadziei. Trudno wytłumaczyć jej fenomen i opisać go tak, żeby każdy zrozumiał o co właściwie tym „kolesiom” chodzi. Dlatego posłuchajcie i oceńcie sami. Albo uda wam się zauważyć to niezwykłe piękno ukryte pod mroźną pokrywą tej muzyki, albo nie. Oba rozwiązania są zrozumiałe. Zapraszam też na oficjalną stronę zespołu Eighteen Seconds Before Sunrise
Opublikował/a piotrek.tt w dniu październik 16, 2006
Szaro, nudno i przede wszystkim zimno!!! Ale czego innego można się spodziewać po poniedziałku? Jakby na to nie patrzeć „jedwabisty” początek tygodnia. Jeżeli więc jesteś jednym z tych nielicznych szczęściarzy, którzy mogą wygrzewać się w domowym zaciszu, to nie czytaj dalej tego wpisu, tylko weź się za jakąś robotę! (:P)
Dla całej reszty ludzi zmuszonych do pracy/nauki/etc. w tych niesprzyjających warunkach – odrobina dobrego humoru. Mam nadzieję, że Różowa Pantera choć trochę osłodzi wam ten mroźny poniedziałkowy dzionek!