Jak dobrze wiecie używanie systemu z pingwinem w tytule jest troche inne niż życie z systemem msoftu. Oczywiście frustrujące jest to, że czasem chcemy coś zrobić a nie wiemy kompletnie jak się za to zabrać.
Jedną z takich rzeczy jest usuwanie niepotrzebnych plików kernela. Jak możemy zauważyć, po każdym update kernela do nowszej wersji w bootloaderze zostaje nam możliwość uruchomienia systemu ze starszą wersją jądra – co oczywiście nie wszystkim jest potrzebne. Nie wspominająć o dużej ilości miejsca którą takie kernele zajmują. Jest to ok 100 mega na jedną wersję – ja kiedyś miałem z 5 albo 6 – co już daje niezłą sumkę.
Dlatego poniższe dwie komendy pozwolą nam szybko i bezboleśnie pozbyć się natrętnych plików i z dysku i z bootloadera.
Uruchamiamy terminali i wklejamy poniższe komendy:
1. sudo dpkg -l 'linux-*' | sed '/^ii/!d;/'"$(uname -r | sed "s/\(.*\)-\([^0-9]\+\)/\1/")"'/d;s/^[^ ]* [^ ]* \([^ ]*\).*/\1/;/[0-9]/!d'
Pierwsza komenda pokazuje nam czy mamy jakieś nieużywane ale zainstalowane pakiety z kernelem. Jeśli ta komenda coś pokaże, to śmiało możemy wpisać drugą.
Dawno się nie widzieliśmy, dlatego zaczniemy od czegoś spokojniejszego Ambient? Czy wiesz z czym go się je…. jak wynika z poniższego filmiku z niedźwiedziami… Polecam dla popołudniowego relaksu, przed piątkowymi imprezami. Albo po!
Kolejny weekend, kolejne elektroniczne dźwięki będą gościć na naszym muzycznym stole. W tym tygodniu rozkoszować się będziemy potrawą tech-house’ową, znaną jako zabielanka… przepyszne danie wprost z Wielkiej Brytani, bogate w rozpływające się po całym centralnym uĸładzie nerwowym eteryczne brzmienia, które z pewnością wzbogacą naszą zubożałą dietę muzyczną.
Dziś wieczór mocne dżinsy,
które noszę co dzień ponad rok
i które wydawały się w doskonałym stanie,
nagle pękły.
Jak i dlaczego nie pojmuję,
ale stało się – duże pęknięcie w kroku.
Miesiąc temu mój przyjaciel Nick
zszedł z tenisowego kortu,
wziął prysznic, przebrał się
i na ulicy przewrócił się i umarł.
Pamiętajcie, którzy to czytacie,
padać od czasu do czasu na kolana
jak poeta Christopher Smart,
i całować ziemię i radować się
i dobrze wykorzystywać czas
i okazywać życzliwość wszystkim,
nawet tym, którzy na to nie zasługują.
Bo choćbyście nie wierzyli, to nastąpi,
was też któregoś dnia nie będzie.
Ja, któremu dżinsy pękły w kroku
bez żadnego powodu,
zapewniam was, że to prawda.
Podaj dalej.
{wiersz Steve’a Kowita w przekładze Czesława Miłosza}
Trip-hop, słowo to obiło mi się o uszy. Nigdy jednak jakoś bardziej nie zwracałem na ten gatunek uwagi. Nie mam jakoś z tego powodu wielkich wyrzutów sumienia, cieszę się jednak, że Archiwe zostało mi polecone.
Umiejętne dobieranie dźwięków, techniczna perfekcja – to się da usłyszeć. Uczucie, pasja… już niekoniecznie. Obu tych rzeczy w twórczości Archive jest pełno. Bardzo lubię nowatorskie rozwiązania, podobają mi się niekonwencjonalne metody realizowania muzyki.
Nudzą mnie natomiast: sztampowe, ograne i słyszane milion razy brzmienia. Gdy słucham takich “poprawnie” zagranych, idealnie wręcz książkowo odwzorowanych melodii – czasami nie czuję zupełnie nic. Klasyka to jedno. Utwory które stworzyły naszą osobowość – budzą wspomnienia, wyciągają z naszej podświadomości uczucia, których doznawaliśmy pierwszy raz ich słuchając. Nie ma się więc co dziwić, że wciąż do nich wracamy.
Jednak nowe zespoły które odgrzewają wciąż ten sam zalegający w lodówce kotlet – to już inna sprawa.
Muzyka jest jak życie, ciągle powinna się zmieniać i iść na przód.
Dlatego cieszę się, że są zespoły które w myśl tego pomysłu tworzą i zyskują popularność. Taki jest właśnie Archive – niekonwencjonalny. Nowatorski i otwarty na nowe brzmienia, na łączenie tradycji z nowoczesnością. Myślę, że jeszcze wiele przed nimi, jednak już teraz słychać w ich twórczości doskonałość.
Nie będę się już rozpisywał, bo nie ma po co. Ciekawscy i tak znajdą odpowiednie strony www. Dlatego posłuchajcie… posłuchajcie dokładnie. Ponieważ – naprawdę warto!
Sobotnie popołudnie, chwilka wolnego czasu, żeby zobaczyć co nowego dzieje się w świecie wolnego oprogramowania. Kilka dni temu miała miejsce premiera najnowszej wersji KDE, oznaczona numerkiem 4.2.3 – to kolejna poprawiona wersja niesamowitego 4 wydania tego środowiska graficznego.
Co nowego tym razem? Otóż, ponoć niewiele – programiści wciąż pracują nad stabilnością i szybkością. Chwała im za to! Dlatego też, postanowiłem zaryzykować i zainstalować ją, chociaż jest to wersja beta.
Nie będę rozpisywał się jak wiele usprawnień zostało dodane, dlatego zainteresowanych zapraszam do kliknięcia TUTAJ. My natomiast zajmiemy się zainstalowaniem owego cuda.
Cały proces na Kubuntu nie jest raczej jakimś wyzwaniem. W końcu ta dystrybucja bazuje na tym środowisku!
1. Wciskamy kombinację klawiszy Alt+F2 i wpisujemy “software” – wybieramy KPackageKit i uruchamiamy. Następnie w zakładce “Settings” wybieramy “Edit Software Sources”. Następnie otwieramy kolejną zakładkę – “Third Party Software” i dodajemy wpis:
deb http://ppa.launchpad.net/kubuntu-ppa/ppa/ubuntu jaunty main
2. Po dodaniu źródła, odświeżamy listę pakietów i powinniśmy dostać kilkadziesiąt świeżutkich poprawek dla naszego kochanego KDE. Klikamy “update all” i po kilku minutach cieszymy się nowymi bajerami!
3. Pozostaje tylko restart, tak dla pewności – i po krzyku!
4. W razie problemów z kluczem PUB, instrukcje jak temu zaradzić znajdziecie parę wpisów niżej. Dokładnie TUTAJ
Jemes’a Holdena nie trzeba przedstawiać! Znają go i kochają wszyscy fani progresywnych dźwięków. Jego brzmienie jest świeże i nowatorskie, a na dodatek reprezentuje młode pokolenie DJ’ów – Ma zaledwie 25 lat, jednak jest już rozpoznawany na całym świecie, a nawet piszą o nim na tak poczytnych blogach jak mój!
W tym tygodniu to właśnie z jego secikiem przyjdzie się nam zmierzyć.
Myślę, że klimat iście letnio-piątkowy. Ściągajcie i bawcie się dobrze!
Lubię takie ciekawostki!
Po zachowaniu tego pana można stwierdzić tylko jedno – “kompletny wariat”, jednak przekazywanie informacji w taki sposób, ma w sobie coś urokliwego. Stylizowany na Einsteina, astronom, który przekazuje prostą idee – “Dlaczego to wszystko robimy?” A odpowiedź? No cóż, każdy z nas ją zna! (tak w głębi serca). Ale nie zdradzę wam jej. Zobaczcie sami.
Clifford Stoll udowodni nam również, że prędkość dźwięku można zmierzyć przy pomocy… metra!
Po sukcesach poprzednich projektów “open 3d”, zespół Blendera ogłosił już następce “Big Buck Bunny”, a mianowicie “Duriana”. Jak dotąd po “Elephants Dream” i ostatnim “BBB”, moje nastroje są umiarkowane. Oczywiście jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki programiści wykonali, i jak wiele dzięki tym projektom zyskał Blender – jednak moim zdaniem dwóm poprzednim projektom brakowało “tego czegoś”. Tym razem jednak może być inaczej!
Dla tych, którzy są kompletnie zieloni w “Open Świecie”, krótko przypomnę, czym jest Blender i z czym się go je. Otóż Blender to uwolniony program do modelowania oraz renderowania grafiki 3d, brzmi znajomo? Pierwotnie napisany przez programistów z NaN (Not A Number) Blender był programem darmowym, i dopiero 13 października 2002r. został uwolniony. Całkowicie wolnym oprogramowaniem stał się dzięki Blender Fundation, które za 100 000 euro odkupiło program od twórców i opublikowało kod źródłowy Blendera na wolnej licencji “GPL” dzięki temu każdy może teraz ten kod pobrać i zmienić wedle własnych potrzeb.
Historia jak z bajki, jednak w świecie open source, to tylko kolejny kamyczek który w przyszłości stanie się lawiną wspaniałej ideologii, która spadnie na pogrążony we śnie świat. Oby jak najprędzej!
Tak więc ulepszany od kilku lat przez ochotników kod blendera sprawił, że program stał się bardzo dynamicznie rozwijanym środowiskiem pracy dla grafików, a nawet twórców gier. Dostępny za darmo, i pozwalający publikować prace komercyjne bez jakichkolwiek licencji (porównując np. odpłatne produkty Autodesk jak AutoCad czy 3ds max) jest on obecnie bardzo popularnym narzędziem. A dzięki “Durianowi”, poprzeczka zostanie podniesiona na jeszcze wyższy poziom.
Ci którzy pracują z Blenderem (w tym ja), nie mogą się już doczekać tej nowej wersji 2.5, która ma odświeżyć porządnie już zakurzony interfejs programu i dodać nowe jeszcze bardziej zaawansowane funkcje. Co z tym wszystkim ma wspólnego “Durian”? Otóż zasada pracy programistów i grafików z Blender Fundation jest bardzo ciekawa. Zakładają oni sobie zrealizowanie projektu graficznego – w tym przypadku filmu animowanego stworzonego tylko przy pomocy Blendera, i podczas pracy nad nim – ulepszają jednocześnie program, tak aby zwiększyć jego funkcjonalność. Świetne podejście, prawda?
Co zatem wyróżnia “Duriana” od poprzedników? Jak możemy przeczytać na oficjalnych stronach Blendera (www.blender.org) do projektu został zaproszony jeden z bardziej znanych w Danii autorów komiksów Martin Lodewijk, który będzie odpowiedzialny za scenariusz filmu. Poza tym przy tworzeniu projektu oprócz programistów, nad całością czuwać będą Colin Levy jako reżyser, David Revoy odpowiedzialny za koncepty graficzne, a Jan Morgernstern zajmie się oprawą muzyczną. Jak tylko przebrniecie przez oficjalne strony tych artystów… sami przyznacie, zapowiada się grubo! A do tego należy dodać, że “Durian” zaraz po ukończeniu oprócz wersji na DVD, będzie można obejrzeć za darmo w sieci. Cóż, czy potrzeba czegoś więcej, by przekonać was do idei “Open Source”?
Co jeszcze można o “Durianie” napisać? Chyba najbardziej dla mnie interesującym aspektem tego projektu są realia w jakich zostanie umieszczona akcja – czyżby otwartościowe Final Fantasy? Jak dla mnie bomba! Prace już się rozpoczęły i są w fazie zbierania materiałów i pracy nad konceptami. Programowanie i cała reszta technicznych spraw rozpocznie się 1 września 2009, natomiast w kwietniu/maju 2010 “Durian” powinien trafić na internetowe półki! Czekam z niecierpliwością na kolejne informacje o najnowszym dziecku Blender Fundation.